Po zerwaniu z niedawną miłością zazwyczaj przychodzi taki moment, że zastanawiamy się dlaczego to zrobiliśmy. Przecież on był taki kochany - gotował (robił jajecznicę w sobotę rano raz w miesiącu), sprzątał (wynosił kubki do zlewu), kupował prezenty (dezodoranty były 2 w cenie 1) i rodzice go lubili (przynajmniej głośno nie wyrażali swojej dezaprobaty). W niepamięć odchodzą porozrzucane skarpetki na każdym kroku, kłótnie podczas których leciały talerze i jego skoki w bok. Nasza pamięć jest wybiórcza. Wymazując z niej jednak przykre momenty, nie sprawimy, że się "oddarzą". Co więcej przy podobnej sytuacji najpewniej znów popełnimy ten sam błąd.
To samo tyczy się prowadzonych przez nas projektów. Zapominamy o małych fuckapach, które wydarzyły się po drodze, kłótniach z programistą czy klientem. Cieszymy się z zakończenia projektu. Czy takie nastawienie jest jednak dla nas dobre?
Oczywiście nikomu nie radzę zamartwiać się i rozpamiętywać swoje niepowodzenia. Warto jednak mieć je z tyłu głowy. Nawet nie same problemy, które się pojawiły, ale to jak sobie z nimi poradziliśmy i to co do nich doprowadziło.
Z tego powodu zachęcam każdego do stworzenia swoistej czarnej księgi. Zeszytu czy dokumentu, w którym będziecie gromadzić wszystkie potknięcia. Broń boże nie ma to was doprowadzić do depresji. Wręcz przeciwnie. Dzięki niej będziecie wiedzieć, że z każdym problem możecie sobie poradzić ;) Będzie ona waszym osobistym F.A.Q.
Co powinna zawierać czarna księga?
- opis problemu,
- przyczyny problemu,
- pomysły jak można było go uniknąć,
- rozwiązanie problemu oraz inne alternatywne wersje, z których nie skorzystaliśmy,
- wnioski, które wyciągnęliśmy.
